Budzi mnie Peeta, który mówi, że już po jedenastej. Zazwyczaj nie śpię tak długo.
- Mogłeś mnie wcześniej obudzić.
- Mogłem, ale nie musiałem. A po za tym jesteś słodka jak śpisz. - uśmiecham się mimo, woli. Ubieram się, a następnie idę zjeść śniadanie. Po skończonym posiłku wracam do pokoju. Tam zastaje Johanne i Peete.
- Hej- witam się z Johanną
- Cześć, - mówi Jo - to co gotowa na zakupy?
- Jakie, znów zakupy? Nic mi nie mówiłaś. A po za tym po co?
- O Jezu, nie marudź tylko chodź Katniss.
Sprzeciwiam się, aż do samego wyjścia.
- Ale,ja nie chce !!
- No chodź marudzisz jak małe dziecko,
- Ale, możesz mi powiedzieć po co?
- Jak to po co, przeciesz ty nie masz żadnych ubrań.
- No przeciesz mam. Chyba jestem w coś ubrana !!
- Nie krzycz tak, bo się wszyscy ludzie gapią. - szczerze mam to gdzieś, że się wszyscy gapią. Oni wszyscy mnie znają i wiedzą, że mam coś z głową. Ale ostatecznie idę za Jo. Wchodzimy do sklepu z ubraniami. Jo mówi, że mam wybrać to co mi się podoba a ona potem wybierze te możliwe rzeczy.
Wybieram, parę T-shirt'ów, bluz i kilka par spodni, które są obcisłe, nazywają się chyba rurki i kilka par legginsów. Szukam Johanny, jest przy przymierzalniach. Zabiera ode mnie koszyk i przepatruje moje zakupy.
- Zero gustu, po prostu zero gustu. - mówi pod nosem, wysypując bluzy - Ale przynajmniej spodnie umie wybrać.
Kończy się na tym, że w moim koszyku zostają wszystkie pary spodni dwie bluzy i pięć koszulek. Jo mówi, że nie mam gustu, jakbym tego nie wiedziała i, że idzie poszukać jeszcze jakiś rzeczy dla mnie, a ja w tym czasie mam przymierzyć te rzeczy, które zostały w koszyku. Udaje się do przymierzalni, po czterdziestu minutach przebierania się, stwierdzam, ze wszystko na mnie dobrze leży, więc biorę wszystkie te rzeczy. Jo przychodziła do mnie co jakieś dwie minuty i przynosiła nowe rzeczy. Podchodzę do kasy i stawiam koszyk na ladzie.
- Jest pani pewna, że chce pani to wszystko kupić? - pyta się kasjerka, a ja kiwam głową - to będzie
Dwa tysiące osiemset dwadzieścia siedem i dziewięćdziesiąt dziewięć groszy.
Nigdy jeszcze nie słyszałam, tak dużej kwoty. Podaje swoją kartę, bo nie mam przy sobie gotówki. Gdy transakcja się udała zabieram torby, których z jakieś sto i wychodzę ze sklepu. Johanna wychodzi dopiero po dwudziestu minutach. Ma jeszcze więcej toreb niż ja.
- To teraz idziemy na buty.
- Żartujesz? A co z torbami? One są ciężkie.
- Marudzisz jak małe dziecko, nie powinnaś narzekać, masz ich mniej niż ja.
- No dobra prowadź.
- Chodź, znam tu genialny butik.
Johanna prowadzi mnie przez ulice i w końcu zatrzymujemy się pod sklepem. Wchodzimy do środka, Jo mówi, że poszuka razem ze mną jakiś szpilek. Protestuje, ponieważ nie umiem chodzić na szpilkach i najchętniej kupiłabym sobie trampki, ale Jo stanowczo mnie ucisza. Idziemy do działu ze szpilkami. Podoba mi się jedna para. Buty są granatowe w kwiaty, są piękne.
- Chce te buty - mowie do Jo, która ma już w koszyku jakieś pięć par.
- No to weź swój rozmiar i idziemy dalej.
Po znalezieniu swojego rozmiaru idziemy z Jo do innego działu. Na moje szczęście są tu trampki. Wybieram trzy pary, a Mason dwie i idziemy do jeszcze innego działu. Są tu piękne buty, z a kostkę Jo mówi na nie kozaczki. Biorę jedna parę i idziemy do kasy. Sprzedawczyni pyta się mnie czy na pewno chce wszystko kupić, a ja kiwam głową, że tak. Płace za swoje zakupy i wychodzę, Jo wychodzi po pięciu minutach. Razem kierujemy się do Hotelu. Na miejscu jesteśmy po trzydziestu minutach. Wchodzimy do windy. Jo wciska numer 7, a potem 12. Jesteśmy na piętrze numer 7
- Potem do Ciebie wpadnę.
- Okay, ale na zakupy już nie idę. - mówię, a Jo wybucha śmiechem. Wychodzi, a ja sama jadę na górę. Winda się zatrzymuje a ja próbuje wziąć wszystkie torby na raz. Na szczęście udaje mi się to, więc wysiadam i idę w kierunku drzwi. Nie chce mi się szukać klucza, bo musiała bym puścić wszystkie torby, więc pukam do drzwi. Po około pięciu minutach otwiera mi Peeta.
- Dłużej nie mogłeś? - pytam z sarkazmem
- Przepraszam, że nie słyszałem. - odpowiada mi - Czemu tak długo? Tęskniłem.- mówi, a ja mu wierze i wtedy zauważa moje torby, które zdążyłam położyć na podłodze. - Czy ty okradłaś sklep?? Więcej ubrań nie było? W ilu wy sklepach byłyście?
- W dwóch. I nie, nie okradłam ich. - mówię, a Peeta robi wielkie oczy
- Czego ty sobie nakupowałaś? Mam nadzieje, że przynajmniej jedn torba jest moja. - mówi z tym swoim pięknym uśmiechem
- Nie, wszystkie są moje. - odpowiadam, a blondyn robi zbolałą minę. Ale zaraz potem patrzymy sobie w oczy i wybuchamy śmiechem.
Peeta pomaga mi poskładać wszystkie ubrania i stwierdza, że trzeba kupić jeszcze co najmniej dwie walizki. Siadamy na kanapie i wtedy wchodzi Johanna.
- Chodź Katniss.
- O, mówiłaś, że wpadniesz później.
- No tak, to później już naszło. A teraz rusz się i chodź. Ty Peeta też, chyba, że nie chcesz mieć z wyborami nic wspólnego, to wtedy zostań.
- Dobra, już idziemy.- mówi Peeta, za nas dwojga
- No chyba nie zamierzasz iść w tym stroju? - mówi Jo do mnie
- A co z nim nie tak?
- Nie po to dzisiaj byłyśmy na zakupach, żebyś chodziła w starych ciuchach !!
- No dobra, to w co mam się ubrać pani mądra? - Jo uśmiecha się i podchodzi do mojej szafy wyciąga z niej miętowe rurki i T-shirt, każe mi się w to przebrać. Gdy jestem już ubrana, wychodzę z łazienki. Peeta mówi, że wyglądam pięknie i bierze mnie za rękę, na co Jo wkłada sobie palca do ust i udaje, że rzyga. We trójkę wychodzimy z pokoju i zjeżdzamy windą na parter. Jo mówi, że głosować można w pałacu prezydenckim, więc udajemy się tam. Na miejscu jesteśmy po czterdziestu minutach. Kolejka do urny jest ogromna więc zajmujemy już miejsca. Przede mną jest dwadzieścia osób. W kolejce czekam dziesięć minut, gdy nadchodzi moja kolej i mam przed sobą kartkę do głosowania mam dylemat. Bo na Gale'a na pewno nie zagłosuje, na Haymitch też nie, ale on jest moim mentorem i zastępuje mi ojca, i będzie ciężką mu nie pomóc. Plutchara nawet lubię. Ostatecznie głosuje na Haymitcha. Wychodzę z urny i wkładam kartkę do pudła. Wychodzę z pałacu i czekam na Johanne i Peete. Przychodzą po pięciu minutach. Wracamy do hotelu. Jo idzie do siebie do pokoju. Ja i Peeta jedziemy na górę, do swojego piętra i swojego pokoju.
_________________________________________
Jezeli Ci się spodobało, lub nie to zostaw po sobie komentarz !! To na prawdę motywuje i chce wiedzieć co sądzicie o moim blogu i czy mi się opłaca dlaej pisać :)
__________________________________________
Następny rozdział za dwa komentarze !
Super
OdpowiedzUsuńSupet rozdział
OdpowiedzUsuń