Annie podbiega do niego i łapię za rękę. Ja podchodzę bliżej i widzę, że jego twarz ma jedną wielką bliznę, której chyba lekarze z Kapitolu nie umieją już usunąć. Widzę też, że ma rękę w gipsie. Ale wygląda, bardzo dobrze chociarz zmiechy go przeciesz rozszarpywały.
- Jak się czujesz? - Pytam
- Dobrze, trochę boli ale przeżyje. - mówi i pokazuje swój piękny uśmiech.
- Ej Finnick, a jak ty właściwie... no wiesz - pyta Peeta jąkając się trochę.
- Jak przeżyłem? - mówi Odair - Ciężko było, ale udało mi się. Trzymałem się tylko jednej myśli, chciałem przetrwać dla Annie i dla naszego dziecka. Gdy zmiechy mnie rozszarpywały jednego zdążyłem zabić, więc miałem dwóch do pokonania. Inne zmiechy nie nadbiegały co było dziwne, ale nie miałem czasu do namysłu. Gdy usłyszałem, że ktoś mówi ,,łykołak'', żeby rozwalić holo, jeden zmiech zaczął się zmieniać raz był potworem, raz człowiekiem i tak parę razy, Wiedziałem, że holo zniszczy wszystko w promieniu 5 metrów, więc zacząłem usiekać tak szybko jak się tylko dało. Zanim wybuchło zdążyłem daleko uciec więc nic mi się nie stało, złamałem tylko rękę. Kamienie zasypały mi drogę, więc nie miałem jak wrócić na powierzchnie. Trzeciego zmiecha zabiły głazy, więc na razie nie miałem,żadnych wrogów. Nagle poczułem, że boli mnie policzek i to mocno, domyśliłem się, że zrobił to ten zmiech który chciał mi przegryźć gardło i którego zabiłem. Pobiegłem w kierunku naszego wejścia do kanału. Gdy byłem już na miejscu, nie miałem na nic siły, ale przechodziła tamtędy pielęgniarka i zobaczyła mnie na drabinie, przez którą chciałem wejść na górę. Pomogła mi, a potem zabrała do szpitala. Leżałem tu kilka miesięcy, na silnych lekach. Leczyli mnie z choroby, którą złapałem gdy zmiech przeciął mi policzek. A gdy już byłem nawet zdrowy opowiedzieli mi o wszystkim o Snowie, o Coin, o wszystkim co się stało. A potem poprosiłem, żeby zadzwonili do Annie i powiedzieli, że żyję. I to chyba koniec. - Wszyscy słuchaliśmy tej opowieści, w skupieniu i ciszy nikt nie przerywał, nawet Johanna. Annie rozpłakała się gdy Finnick wspomniał o niej. Idealną ciszę przerywa pielęgniarka, która wchodzi podać lekarstwa Finnick'owi. Prosi nas,żebyśmy wyszli, zostaje tylko Annie, która mówi, że nie zostawi go i, że kobiet w ciąży nie powinno się denerwować. Ja, Peeta i Johanna idziemy do kawiarni coś zjeść. Gdy jesteśmy już najedzeni idziemy z powrotem do Finnick'a. Wchodzimy do pokoju numer 38. Finnick leży na łóżku, jest bardzo szczęśliwy. Annie nie mam w pokoju.
- Gdzie jest Annie? - pytam się
- Poszła rodzić - mówi podniecony Odair - będę tatą!!
- Gratulacje - mówi Peeta
- Będę najlepszą ciocią na świecie - mówi Jo- nauczę twojego dziecka posługiwać się siekierą, toporem, nożami. Zrobię z niego moją kopię. To będzie piękne dziecko.
- Tak powodzenia Ci życzę, że się Annie na to zgodzi. - mówi Finnick
- Będzie musiała. - Mówi Jo, a my wszyscy wybuchamy śmiechem.
Rozmawiamy jeszcze tak z godzinę, przerywa nam pielęgniarka, która wyjeżdża z nowym łóżkiem. Leży na nim Annie z synkiem. Finnick bardzo się cieszy i wrzeszczy chyba na cały szpital, że jest ojcem, ale pielęgniarka stanowczo go ucisza. Annie się śmieje. Oboje są bardzo szczęśliwi.
- Choć zostawmy ich samych. - Mówię do Peety. Biorę go za rękę i wychodzimy. Idziemy do hotelu. Gdy jesteśmy na miejscu jest godzina dwadzieścia osiem po dziewiętnastej. Idziemy zjeść kolacje. W połowie, Johanna przychodzi do nas i jemy we trójkę. Jo cały czas o czymś opowiada. A my słuchamy jej, bo gdy chcemy się wtrącić ona nas stanowczo ucisza. Wiec cały wieczór słuchamy jej opowieści o tym, czego ona by ludzi nie nauczyła. Gdy w końcu skończyła swoje opowieści i poszła na swoje piętro, ja i Peeta idziemy pooglądać telewizje. Dowiaduje się, że jutro są wybory. Czas, tak szybko mija.
- Katniss?
- Tak ?
- Mówiłem ci już dzisiaj jaka ty jesteś piękna?
- Hmm, chyba nie.
- Serio? A więc panno Everdeen jest pani olśniewająco piękna.
- A pan panie Mellark jest niesamowicie przystojny. - Wybuchamy śmiechem, a potem Peeta nachyla się do mnie i całuję prosto w usta. Gdy odrywa się od moich ust, zaczyna mnie całować bo rękach, po szyi, a potem znowu w usta. Pragnę go. Pragnę go całego. Peeta wkłada ręce pod moją koszulkę i już ma ją ściągnąć, gdy rozlega się pukanie do drzwi. Odsuwamy się od siebie, jak poparzeni. Otwieram drzwi a w nich stoi Johanna, mam ochotę ją zatłuc. Jo wchodzi do nas do pokoju i mówi, że zapomniała swojej bluzy. Mówię, jej ledwo nad sobą panując, żeby wzięła swoją bluzę i już nie wracała. Jo patrzy na mnie jak na wariatkę.
- Dobrze się czujesz ciemna maso?
- Tak czuję się doskonale - mówię. Jo bierze swoją bluzę i wychodzi, śmiejąc się pod nosem. Patrzę, na Peetę, on również się śmieję. Podchodzę do niego i siadam, zaczynam się śmieć razem z nim. Zachciewa mi się spać, więc kładę się, Peeta robi to samo. Przytulam się i zasypiam w jego bezpiecznych ramionach.
___________________________________________
No, a oto 6 rozdział !!! Jeżeli, ci się nie spodobał zostaw komentarz, chyba że ci się spodobał to wtedy też, zostaw komentarz. To na prawdę motywuję :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz