sobota, 15 sierpnia 2015

Rozdział 4 ,,Kocham Cię''

  Siedzę, na łące. Obok mnie siedzi Peeta i jakaś dziewczynka. Ma jakieś pięć lat. Podchodzi do Peety i mówi do niego ,,tata''. Bardzo mnie to dziwi. Ale jeszcze bardziej dziwniejsze jest to, że dziewczynka podchodzi do mnie i mówi mi ,,mama''. Chociaż wydaje się to dziwne bardzo się z tego ciesze. Peeta bierze mnie za jedną rękę, a za drugą naszą córkę i idziemy do domu.
  Budzę się, i widzę wlepione we mnie błękitne oczy, należące do Peety. Pytam się go:
- Czemu nie śpisz ?
- Nie mogłem zasnąć.
- Mogłeś mnie obudzić.
- Nie chciałem, lubię patrzeć jak śpisz. śniło ci się coś?
- Tak, skąd wiesz?
- Bo się uśmiechałaś przez sen.
 Uśmiecham się na wspomnienie mojego snu, bardzo mi się podobał, ale nadal nie chce mieć dzieci, nie nadaje się do tego. Peeta to co innego on ojcostwo ma we krwi, jest stworzony do roli ojca.
- Pójdę zrobić ci śniadanie.
 Kiwam głową, a potem mówię że zaraz przyjdę. Peeta wychodzi, a ja wstaje i się ubieram.
Schodzę do kuchni. Śniadanie czeka już na stole, biorę się za jedzenie. Jest pyszne. Peeta siada na przeciwko mnie a ja zadaje mu pytanie które męczy mnie od początku.
- Czemu się tak o mnie troszczysz,? Pozwalasz mieszkać w swoim domu ? Gotujesz? Czemu to robisz ?- Peeta patrzy na mnie jakby nie do końca wierzył, że jej wypowiedziałam. Nagle się rumieni, i mówi 
- Bo cię kocham. - Wypowiedział to tak cicho jakby się bał mojej reakcji 
- Możesz powtórzyć?
- Kocham Cię Katniss, dlatego to robię bo cie kocham i zawsze kochałem Zadowolona? - Pyta trochę zły, trochę zawstydzony. Odchodzi od stołu kierując się do sypialni. Kończę śniadanie, następnie sprzątam po sobie i idę do niego, bo nie wiem co innego mam zrobić.
  Gdy wchodzę do sypialni on leży na łóżku, odwraca się gdy słyszy otwieranie drzwi. Widzi że to ja i  znów zaczyna patrzeć się w sufit. Na początku się waham, ale w końcu robię kilka kroków w stronę łóżka, a potem kładę się obok niego i przytulam do jego torsu. Zebrałam się na odwagę i mówię:

- Ja Ciebie też kocham, 
- Mówisz tylko tak, bo nie wiesz co innego zrobić.
- Nieprawda, Ja cię naprawdę kocham Peeta. Nie na niby, nie dla potrzeb tłumów, tylko dla nas. 
- Serio? - Peeta odwraca głowę w moją stronę i patrzy na mnie tymi swoimi oczami. W jego oczach mogłabym się zgubić. 
- Serio. - Chyba mi jeszcze nie wierzy więc robię to co mi pierwsze przychodzi do głowy, pochylam głowę i całuję go. Jest trochę zaskoczony i zmieszany, ale odwzajemnia pocałunek.  Gdy się od niego odsuwam, robi trochę smutną minę ale zaraz po tym weseleje. Ja przytulam się do niego, on mnie obejmuje i tak leżymy przez bardzo długi czas. Przerywa nam dzwonek do drzwi.
- Kogo to sprowadza do nas o tej porze?
- Nie wiem, pójdę sprawdzić, a ty leż.- Mówi Peeta a ja protestuje, nie chce żeby się ruszał ode mnie chociaż o milimetr - Zaraz wrócę, sprawdzę tylko kto to. 
 Peeta wstaje, na pożegnanie całuję mnie w czoło i wychodzi z sypialni, a ja czekam na niego. Przychodzi i kładzie się tam gdzie wcześniej, o bok mnie. Przytulam się do niego i pytam:
- Kto to był?
- Listonosz, Przyniósł nam ulotki z programami wyborczymi naszych kandydatów na prezydenta.
- Aha. I właśnie to było takie ważne, że aż musieliśmy przerywać naszą cisze?
- Heh chyba tak, ale jak zobaczysz zdjęcie Haymitcha to padniesz ze śmiechu, więc chyba warto. 
- Tak chyba warto, gdzie masz te ulotki?
- Zostawiłem je na dole, potem je zobaczysz.
Wybory są w niedziele, a dziś jest środa co znaczy ż mamy jeszcze cztery dni na zdecydowanie się na kogo głosujemy. Chce wstać, ale Peeta nie pozwala mi na to.
- Gdzie idziesz?
- Do kuchni zrobić kolacje.
- Idę z tobą, nie chce mieć znów spalonej patelni.- Mówi i śmieje się.
- Ha ha bardzo śmieszne. - Mówię z sarkazmem w głosie, a potem wstaje i kieruje się do drzwi. Schodzę na dół i zabieram się za robienie kanapek, bo chyba to jest tylko bezpieczne, niczego nie spale ani nic. Nagle Peeta staje za mną i zasłania mi ręką oczy, a ja kaleczę sobie palca.
- Au
- Przepraszam cię, nie chciałem.
- Przynajmniej nauczyłeś się skradać.- Zauważam ze śmiechem na ustach
- Tak w końcu się na uczyłem, zaraz ci przyniosę apteczkę.- Mówi i biegnie do szafki i przynosi mi apteczkę. Przemywa mi dłoń wodą utlenioną a potem bandażuje palca, co jest nie potrzebne bo skaleczenie jest małe i wystarczy plaster, ale nic nie mówię, bo on tak bardzo się stara.
- To może ja zrobię te kanapki?
- Tak to chyba dobry pomysł.
 Idę do salonu i siadam na kanapie. Peeta przychodzi po paru minutach i stawia talerz z kanapkami na stole przede mną. Gdy kończę jeść, jestem pod wrażeniem, że tyle zjadłam, Peeta sprząta, a gdy kończy siada obok mnie, ja wtulam się w niego, Włączamy jakiś film i oglądamy w ciszy. Przerywa nam czyjeś pukanie.
- Ciekawe kogo to nie się o tej porze.- Mówię z irytacją. Wstaje i kieruje się do drzwi, Peeta robi to samo. Otwieram drzwi, a w nich stoi Annie Cresta.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz