czwartek, 20 sierpnia 2015

Rozdział 5 ,, On żyję''

  Annie wbiega do naszego domu, nie czekając na zaproszenie. Biega bardzo szybko chociarz jest w dziewiątym miesiącu ciąży. Staje na środku salonu i krzyczy:
- On żyje! Finnick żyje !!! On żyje!- skończyła krzyczeć i się rozpłakała, wiem że Annie ma trochę, nierówno w głowie, więc nie do końca jestem pewna co o tym myśleć. Patrze na Peete, jest zamyślony, a ja podchodzę do Annie pocieszyć ją. Po chwili odzywa się Peeta:
- A skąd wiesz, że on żyje?
- Bo do mnie zadzwonili, z Kapitolu i powiedzieli, że Finnick żyje.
- A skąd wiesz, że to co powiedzieli to prawda?
- Bo byłam tam i go widziałam. Jest teraz w szpitalu. Nie wiedziałam komu o tym powiedzieć, ale pomyślałam, że ty Katniss powinnaś o tym wiedzieć. Byłaś jego jedyną prawdziwą przyjaciółką, gdy...gdy   ja byłam w Kapitolu. - Kończy kładzie dłonie na uszach jakby chciała się odgrodzić od wszystkiego i zaczyna płakać. Patrze na Peete, a on tylko macha ramionami.
- Musimy tam polecieć i sprawdzić czy to prawda. - Mówię do Peety i kiwam głową na Annie jakbym chciała powiedzieć ,, Musimy tram polecieć i sprawdzić czy Annie sobie niczego nie ubzdurała i czy to naprawdę Finnick''  Peeta Kiwa głową jakby doskonale mnie rozumiał.
- Annie jak tu się dostałaś? - Pytam Annie a ona odrywa ręce od uszu i dopiero po chwili otwiera usta i mówi :
- Poduszkowcem, czeka na mnie na zewnątrz, to znaczy na mnie i na was jeśli chcecie ze mną lecieć.
- Oczywiście, że chcemy.- Annie bardzo się ucieszyła moją odpowiedzią, bo się szeroko uśmiecha, a potem mnie przytula. Pomagam wstać Annie z podłogi i gdy jesteśmy w połowię drogi przypominam sobie o tym, żeby wziąć jakieś ubrania do Kapitolu. Odwracam się i zamierzam iść  do domu po jakieś rzeczy, ale widzę, że Peeta niesie jakąś torbę, więc się nie wracam tylko idę prosto do poduszkowca. Siadam obok Annie, a Peeta siada obok mnie.
- Czy w poduszkowcu jest jeszcze ktoś oprócz nas? - Pytam się Annie
- Tak, a co ciemna maso? - Odpowiada mi Johanna, która się nagle pojawiła.
- Co ty tu robisz? - Pytam
- To samo co ty i Peeta. Jadę do Kapitolu zobaczyć czy to prawda, że Finnick żyje.
- Aha. - Mówię, Johanna siada na przeciwko mnie i się na mnie gapi. Denerwuje mnie to, ale nic nie mówię.

                                                                             ...

   Jesteśmy już w Kapitolu. Na razie mieszkamy w ośrodku szkoleniowym każdy mieszka na swoim piętrze ja i Peeta na 12. Są dwa pokoje więc każde z nas powinno mieć osobny pokój mamy, jednak wspólny, ponieważ Haymitch również jest w Kapitolu. Nie przeszkadza mi to, bo Peeta i tak siedziałby ze mną w pokoju cały czas. Za godzinę idziemy do szpitala zobaczyć się z Finnick'iem. Razem z Peetą rozpakowujemy nasze rzeczy. Godzina mija bardzo szybko. Wszyscy spotykamy się na parterze i w wesołej atmosferze idziemy do szpitala. Annie jest bardzo podekscytowana i bliska łez, ale raczej tych szczęśliwych. Szpital jest oddalony od ośrodka szkoleniowego jakieś dwadzieścia minut piechotą. Gdy jesteśmy już na miejscu, Annie mówi, że musi iść do recepcji zgłosić nasze odwiedziny. Annie wraca i mówi, że możemy już iść. Prowadzi nas korytarzem do odpowiedniej sali. Gdy jesteśmy pod salą numer 38, Annie zatrzymuje się i otwiera drzwi. Wchodzimy do środka, stoi tam tylko jedno łóżko na którym leży jakiś człowiek. Podchodzę bliżej i rozpoznaję twarz, Leży tam Finnick.

______________________________________________________

Jeżeli, spodobał ci się rozdział, albo nie spodobał. To zostaw po sobię komentarz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz