środa, 5 sierpnia 2015

Rozdział 2 ,,Szpital''

  Peeta. Zauważył, że się obudziłam.Jego oczy wpatrują się we mnie, zmieniają swój wyraz, raz jest w nich troska, innym razem gniew, a jeszcze innym coś podobnego do miłości, ale nie jestem tego pewna. Moje oczy przyzwyczaiły się już do jasności, więc wiem, że jestem w szpitalu, a raczej u pana Brower'a, który uważa się za lekarza, tu w dwunastce i ma bardzo jasny dom, który przypomina szpital. Mieszka w tej bogatszej części i jest bardziej znany od mojej mamy, ale to ona była zawsze najlepsza. Ma duży dom, który został już odbudowany. W kilku pokojach ma pokoje ,,szpitalne'' i tram trzyma swoich ,,pacjentów''. Tylko co ja tu robię ? Z skąd się tu wzięłam ? Jedyne co pamiętam to to, że przecięłam sobie żyły, upadłam na podłogę, a potem widziałam Prim, tatę i innych a potem te piękne błękitne oczy wpatrujące się we mnie. Czuję, że coś ściska mi rękę, to on, Peeta trzyma moją zimną chudą rękę, swoją duża  i ciepłą jak bochenek chleba, który nie dawno  wyszedł z pieca. Peeta patrzy na mnie i po chwili się odzywa:
- Co ty sobie właściwie kobieto myślałaś!? - Prawie krzyczy
- Ja. Sama nie wiem. Myślałam o Prim. - Odpowiadam, a raczej szepczę
- A o mnie nie myślałaś?- Patrzy na mnie z bólem- Oczywiście, że nie.
- Przepraszam Cię. Nie mam dla kogo żyć. Nikt mnie nie potrzebuje.
- A ja? Ja cię potrzebuję.- Doskonale znam te słowa, ponieważ sama kiedyś je powiedziałam. Wtedy na plaży podczas ćwierćwiecza poskromienia. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że Prim umrze i że wybuchnie wojna, a ja będę jej twarzą. I właśnie w tej chwili wchodzi Pan Brower.
- Witaj Katniss, jak się czujesz?- Pyta z dziwnym udawanym uśmiechem.
- A jak powinnam się czuć?
- Sam nie wiem. W każdym razie miała pani dużo szczęścia, że Pan Mellark, Panią usłyszał i przyprowadził do mnie. Ze szpitala wyjdzie pani wieczorem. Czy może Pan do mojego gabinetu?
Peeta kiwa głową i wychodzi. A ja zostaję znowu sama. Zdążyłam się już do tego przyzwyczaić.
Po chwili zasypiam. Budzę się wieczorem Peeta siedzi na stołku obok mojego łóżka. Widzi, że się obudziłam i pyta się mnie:
- Gotowa?
- Chyba tak.
- Spakowałem, cię jak spałaś, zaraz pójdę po wypis.
Kiwam głową, Peeta wstaje i wychodzi. Ja w tym czasie ubieram się w ubrania, które miałam na sobie wcześniej. Gdy jestem już ubrana, wchodzi Peeta. Bierze moje rzeczy. Nie miałam ich zbyt wiele. Wychodzimy.
- Co się właściwie stało? - Pytam się po paru minutach marszu.
-  Siedziałem u siebie w kuchni. Nagle usłyszałem krzyki. To były twoje krzyki. Rzuciłem się do drzwi, Po otworzeniu swoich prawie natychmiast otworzyłem twoje i zobaczyłem ciebie w kałuży krwi. Nie było jej zbyt wiele. Nóż leżał obok ciebie, więc się wszystkiego domyśliłem. Wziąłem cię na ręce i zaniosłem do Pana Brower'a. Byłaś nie przytomna jeden dzień, resztę już wiesz.
Tak wiem, wiem wszystko. To znaczy chyba wszystko. Zbliżamy się do naszych domów, Ja skręcam do swojego, ale Peeta ciągnie mnie za rękę i nie pozwala mi iść dalej.
- Co znowu?
- Pan doktor mówi, że nie możesz mieszkać sama. Poprosił mnie o zaopiekowanie się tobą. Powiedział, że masz mieszkać ze mną, albo ja z tobą. Dom wybierasz  ty.
 Przewracam oczami, ale wybieram dom Peety. U mnie wszystko kojarzy się z Prim.
- Przynieść ci jakieś rzeczy na zmianę?
- Jeżeli możesz to tak.
Peeta, wychodzi a ja siadam w salonie na kanapie i czekam. Przychodzi po dwudziestu minutach z pełną dużą walizką.
- Mieszkać u mnie będziesz miesiąc. Potem znowu możesz przeprowadzić się do siebie.- Mówi bardzo poważnym tonem- Chyba, że będziesz chciała u mnie zostać - Dodaje figlarsko.
 Mimo woli się uśmiecham. Peeta zawsze potrafił mnie pocieszyć.
- Będziesz spała u góry w sypialni. Ja przeniosę się tu na dół.- Mówi a potem wskazuje na kanapę, na której siedzę.
Kiwam głową, że rozumiem.
- Czasami gadam przez sen, ale nie przejmuj się tym.
- Okay. postaram się tym nie przejmować- Mówię i uśmiecham się.
- Łazienka u góry drugie drzwi na lewo. Raczej trafisz.
 Idę do łazienki się umyć. Gdy wychodzę z wanny widzę, że nowe ubrania czekają na szafce. Pewnie Peeta je przyniósł, gdy na chwile zasnęłam. Ubieram się i idę do sypialni kładę się na łóżko. Zasypiam po dwóch minutach. Budzą mnie moje własne krzyki. Wrzeszczę okropnie, ale po jakiś paru sekundach zaczynam uspokajać swój oddech. Do pokoju wchodzi Peeta.
- Co się stało ?
- Nic, to tylko zły sen. Nie przejmuj się mną.
- Jak mam się nie przejmować, skoro krzyczałaś przez ostatnie dziesięć minut ?
- Przepraszam, że cię obudzałam - mówię, bo nie przychodzi mi nic innego do głowy.
- Dobra ja już idę. - mówi, a potem obraca się do drzwi, to moja ostatnia szansa.
- Peeta, zostaniesz ze mną? - pytam, a on obraza się i idzie w moim kierunku. W jego oczach widzę, coś na kształt radości i szczęścia. Kładzie się obok mnie, a ja przytulam się do niego. Peeta chwilę się waha, ale w końcu obejmuję mnie.
- Zawsze - mówi, a ja zasypiam wtulona w jego silne i ciepłe ramiona.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz