Budzi mnie Peeta, który mówi, że już po jedenastej. Zazwyczaj nie śpię tak długo.
- Mogłeś mnie wcześniej obudzić.
- Mogłem, ale nie musiałem. A po za tym jesteś słodka jak śpisz. - uśmiecham się mimo, woli. Ubieram się, a następnie idę zjeść śniadanie. Po skończonym posiłku wracam do pokoju. Tam zastaje Johanne i Peete.
- Hej- witam się z Johanną
- Cześć, - mówi Jo - to co gotowa na zakupy?
- Jakie, znów zakupy? Nic mi nie mówiłaś. A po za tym po co?
- O Jezu, nie marudź tylko chodź Katniss.
Sprzeciwiam się, aż do samego wyjścia.
- Ale,ja nie chce !!
- No chodź marudzisz jak małe dziecko,
- Ale, możesz mi powiedzieć po co?
- Jak to po co, przeciesz ty nie masz żadnych ubrań.
- No przeciesz mam. Chyba jestem w coś ubrana !!
- Nie krzycz tak, bo się wszyscy ludzie gapią. - szczerze mam to gdzieś, że się wszyscy gapią. Oni wszyscy mnie znają i wiedzą, że mam coś z głową. Ale ostatecznie idę za Jo. Wchodzimy do sklepu z ubraniami. Jo mówi, że mam wybrać to co mi się podoba a ona potem wybierze te możliwe rzeczy.
Wybieram, parę T-shirt'ów, bluz i kilka par spodni, które są obcisłe, nazywają się chyba rurki i kilka par legginsów. Szukam Johanny, jest przy przymierzalniach. Zabiera ode mnie koszyk i przepatruje moje zakupy.
- Zero gustu, po prostu zero gustu. - mówi pod nosem, wysypując bluzy - Ale przynajmniej spodnie umie wybrać.
Kończy się na tym, że w moim koszyku zostają wszystkie pary spodni dwie bluzy i pięć koszulek. Jo mówi, że nie mam gustu, jakbym tego nie wiedziała i, że idzie poszukać jeszcze jakiś rzeczy dla mnie, a ja w tym czasie mam przymierzyć te rzeczy, które zostały w koszyku. Udaje się do przymierzalni, po czterdziestu minutach przebierania się, stwierdzam, ze wszystko na mnie dobrze leży, więc biorę wszystkie te rzeczy. Jo przychodziła do mnie co jakieś dwie minuty i przynosiła nowe rzeczy. Podchodzę do kasy i stawiam koszyk na ladzie.
- Jest pani pewna, że chce pani to wszystko kupić? - pyta się kasjerka, a ja kiwam głową - to będzie
Dwa tysiące osiemset dwadzieścia siedem i dziewięćdziesiąt dziewięć groszy.
Nigdy jeszcze nie słyszałam, tak dużej kwoty. Podaje swoją kartę, bo nie mam przy sobie gotówki. Gdy transakcja się udała zabieram torby, których z jakieś sto i wychodzę ze sklepu. Johanna wychodzi dopiero po dwudziestu minutach. Ma jeszcze więcej toreb niż ja.
- To teraz idziemy na buty.
- Żartujesz? A co z torbami? One są ciężkie.
- Marudzisz jak małe dziecko, nie powinnaś narzekać, masz ich mniej niż ja.
- No dobra prowadź.
- Chodź, znam tu genialny butik.
Johanna prowadzi mnie przez ulice i w końcu zatrzymujemy się pod sklepem. Wchodzimy do środka, Jo mówi, że poszuka razem ze mną jakiś szpilek. Protestuje, ponieważ nie umiem chodzić na szpilkach i najchętniej kupiłabym sobie trampki, ale Jo stanowczo mnie ucisza. Idziemy do działu ze szpilkami. Podoba mi się jedna para. Buty są granatowe w kwiaty, są piękne.
- Chce te buty - mowie do Jo, która ma już w koszyku jakieś pięć par.
- No to weź swój rozmiar i idziemy dalej.
Po znalezieniu swojego rozmiaru idziemy z Jo do innego działu. Na moje szczęście są tu trampki. Wybieram trzy pary, a Mason dwie i idziemy do jeszcze innego działu. Są tu piękne buty, z a kostkę Jo mówi na nie kozaczki. Biorę jedna parę i idziemy do kasy. Sprzedawczyni pyta się mnie czy na pewno chce wszystko kupić, a ja kiwam głową, że tak. Płace za swoje zakupy i wychodzę, Jo wychodzi po pięciu minutach. Razem kierujemy się do Hotelu. Na miejscu jesteśmy po trzydziestu minutach. Wchodzimy do windy. Jo wciska numer 7, a potem 12. Jesteśmy na piętrze numer 7
- Potem do Ciebie wpadnę.
- Okay, ale na zakupy już nie idę. - mówię, a Jo wybucha śmiechem. Wychodzi, a ja sama jadę na górę. Winda się zatrzymuje a ja próbuje wziąć wszystkie torby na raz. Na szczęście udaje mi się to, więc wysiadam i idę w kierunku drzwi. Nie chce mi się szukać klucza, bo musiała bym puścić wszystkie torby, więc pukam do drzwi. Po około pięciu minutach otwiera mi Peeta.
- Dłużej nie mogłeś? - pytam z sarkazmem
- Przepraszam, że nie słyszałem. - odpowiada mi - Czemu tak długo? Tęskniłem.- mówi, a ja mu wierze i wtedy zauważa moje torby, które zdążyłam położyć na podłodze. - Czy ty okradłaś sklep?? Więcej ubrań nie było? W ilu wy sklepach byłyście?
- W dwóch. I nie, nie okradłam ich. - mówię, a Peeta robi wielkie oczy
- Czego ty sobie nakupowałaś? Mam nadzieje, że przynajmniej jedn torba jest moja. - mówi z tym swoim pięknym uśmiechem
- Nie, wszystkie są moje. - odpowiadam, a blondyn robi zbolałą minę. Ale zaraz potem patrzymy sobie w oczy i wybuchamy śmiechem.
Peeta pomaga mi poskładać wszystkie ubrania i stwierdza, że trzeba kupić jeszcze co najmniej dwie walizki. Siadamy na kanapie i wtedy wchodzi Johanna.
- Chodź Katniss.
- O, mówiłaś, że wpadniesz później.
- No tak, to później już naszło. A teraz rusz się i chodź. Ty Peeta też, chyba, że nie chcesz mieć z wyborami nic wspólnego, to wtedy zostań.
- Dobra, już idziemy.- mówi Peeta, za nas dwojga
- No chyba nie zamierzasz iść w tym stroju? - mówi Jo do mnie
- A co z nim nie tak?
- Nie po to dzisiaj byłyśmy na zakupach, żebyś chodziła w starych ciuchach !!
- No dobra, to w co mam się ubrać pani mądra? - Jo uśmiecha się i podchodzi do mojej szafy wyciąga z niej miętowe rurki i T-shirt, każe mi się w to przebrać. Gdy jestem już ubrana, wychodzę z łazienki. Peeta mówi, że wyglądam pięknie i bierze mnie za rękę, na co Jo wkłada sobie palca do ust i udaje, że rzyga. We trójkę wychodzimy z pokoju i zjeżdzamy windą na parter. Jo mówi, że głosować można w pałacu prezydenckim, więc udajemy się tam. Na miejscu jesteśmy po czterdziestu minutach. Kolejka do urny jest ogromna więc zajmujemy już miejsca. Przede mną jest dwadzieścia osób. W kolejce czekam dziesięć minut, gdy nadchodzi moja kolej i mam przed sobą kartkę do głosowania mam dylemat. Bo na Gale'a na pewno nie zagłosuje, na Haymitch też nie, ale on jest moim mentorem i zastępuje mi ojca, i będzie ciężką mu nie pomóc. Plutchara nawet lubię. Ostatecznie głosuje na Haymitcha. Wychodzę z urny i wkładam kartkę do pudła. Wychodzę z pałacu i czekam na Johanne i Peete. Przychodzą po pięciu minutach. Wracamy do hotelu. Jo idzie do siebie do pokoju. Ja i Peeta jedziemy na górę, do swojego piętra i swojego pokoju.
_________________________________________
Jezeli Ci się spodobało, lub nie to zostaw po sobie komentarz !! To na prawdę motywuje i chce wiedzieć co sądzicie o moim blogu i czy mi się opłaca dlaej pisać :)
__________________________________________
Następny rozdział za dwa komentarze !
piątek, 28 sierpnia 2015
środa, 26 sierpnia 2015
Rozdział 6 ,, Jak on przeżył?''
Annie podbiega do niego i łapię za rękę. Ja podchodzę bliżej i widzę, że jego twarz ma jedną wielką bliznę, której chyba lekarze z Kapitolu nie umieją już usunąć. Widzę też, że ma rękę w gipsie. Ale wygląda, bardzo dobrze chociarz zmiechy go przeciesz rozszarpywały.
- Jak się czujesz? - Pytam
- Dobrze, trochę boli ale przeżyje. - mówi i pokazuje swój piękny uśmiech.
- Ej Finnick, a jak ty właściwie... no wiesz - pyta Peeta jąkając się trochę.
- Jak przeżyłem? - mówi Odair - Ciężko było, ale udało mi się. Trzymałem się tylko jednej myśli, chciałem przetrwać dla Annie i dla naszego dziecka. Gdy zmiechy mnie rozszarpywały jednego zdążyłem zabić, więc miałem dwóch do pokonania. Inne zmiechy nie nadbiegały co było dziwne, ale nie miałem czasu do namysłu. Gdy usłyszałem, że ktoś mówi ,,łykołak'', żeby rozwalić holo, jeden zmiech zaczął się zmieniać raz był potworem, raz człowiekiem i tak parę razy, Wiedziałem, że holo zniszczy wszystko w promieniu 5 metrów, więc zacząłem usiekać tak szybko jak się tylko dało. Zanim wybuchło zdążyłem daleko uciec więc nic mi się nie stało, złamałem tylko rękę. Kamienie zasypały mi drogę, więc nie miałem jak wrócić na powierzchnie. Trzeciego zmiecha zabiły głazy, więc na razie nie miałem,żadnych wrogów. Nagle poczułem, że boli mnie policzek i to mocno, domyśliłem się, że zrobił to ten zmiech który chciał mi przegryźć gardło i którego zabiłem. Pobiegłem w kierunku naszego wejścia do kanału. Gdy byłem już na miejscu, nie miałem na nic siły, ale przechodziła tamtędy pielęgniarka i zobaczyła mnie na drabinie, przez którą chciałem wejść na górę. Pomogła mi, a potem zabrała do szpitala. Leżałem tu kilka miesięcy, na silnych lekach. Leczyli mnie z choroby, którą złapałem gdy zmiech przeciął mi policzek. A gdy już byłem nawet zdrowy opowiedzieli mi o wszystkim o Snowie, o Coin, o wszystkim co się stało. A potem poprosiłem, żeby zadzwonili do Annie i powiedzieli, że żyję. I to chyba koniec. - Wszyscy słuchaliśmy tej opowieści, w skupieniu i ciszy nikt nie przerywał, nawet Johanna. Annie rozpłakała się gdy Finnick wspomniał o niej. Idealną ciszę przerywa pielęgniarka, która wchodzi podać lekarstwa Finnick'owi. Prosi nas,żebyśmy wyszli, zostaje tylko Annie, która mówi, że nie zostawi go i, że kobiet w ciąży nie powinno się denerwować. Ja, Peeta i Johanna idziemy do kawiarni coś zjeść. Gdy jesteśmy już najedzeni idziemy z powrotem do Finnick'a. Wchodzimy do pokoju numer 38. Finnick leży na łóżku, jest bardzo szczęśliwy. Annie nie mam w pokoju.
- Gdzie jest Annie? - pytam się
- Poszła rodzić - mówi podniecony Odair - będę tatą!!
- Gratulacje - mówi Peeta
- Będę najlepszą ciocią na świecie - mówi Jo- nauczę twojego dziecka posługiwać się siekierą, toporem, nożami. Zrobię z niego moją kopię. To będzie piękne dziecko.
- Tak powodzenia Ci życzę, że się Annie na to zgodzi. - mówi Finnick
- Będzie musiała. - Mówi Jo, a my wszyscy wybuchamy śmiechem.
Rozmawiamy jeszcze tak z godzinę, przerywa nam pielęgniarka, która wyjeżdża z nowym łóżkiem. Leży na nim Annie z synkiem. Finnick bardzo się cieszy i wrzeszczy chyba na cały szpital, że jest ojcem, ale pielęgniarka stanowczo go ucisza. Annie się śmieje. Oboje są bardzo szczęśliwi.
- Choć zostawmy ich samych. - Mówię do Peety. Biorę go za rękę i wychodzimy. Idziemy do hotelu. Gdy jesteśmy na miejscu jest godzina dwadzieścia osiem po dziewiętnastej. Idziemy zjeść kolacje. W połowie, Johanna przychodzi do nas i jemy we trójkę. Jo cały czas o czymś opowiada. A my słuchamy jej, bo gdy chcemy się wtrącić ona nas stanowczo ucisza. Wiec cały wieczór słuchamy jej opowieści o tym, czego ona by ludzi nie nauczyła. Gdy w końcu skończyła swoje opowieści i poszła na swoje piętro, ja i Peeta idziemy pooglądać telewizje. Dowiaduje się, że jutro są wybory. Czas, tak szybko mija.
- Katniss?
- Tak ?
- Mówiłem ci już dzisiaj jaka ty jesteś piękna?
- Hmm, chyba nie.
- Serio? A więc panno Everdeen jest pani olśniewająco piękna.
- A pan panie Mellark jest niesamowicie przystojny. - Wybuchamy śmiechem, a potem Peeta nachyla się do mnie i całuję prosto w usta. Gdy odrywa się od moich ust, zaczyna mnie całować bo rękach, po szyi, a potem znowu w usta. Pragnę go. Pragnę go całego. Peeta wkłada ręce pod moją koszulkę i już ma ją ściągnąć, gdy rozlega się pukanie do drzwi. Odsuwamy się od siebie, jak poparzeni. Otwieram drzwi a w nich stoi Johanna, mam ochotę ją zatłuc. Jo wchodzi do nas do pokoju i mówi, że zapomniała swojej bluzy. Mówię, jej ledwo nad sobą panując, żeby wzięła swoją bluzę i już nie wracała. Jo patrzy na mnie jak na wariatkę.
- Dobrze się czujesz ciemna maso?
- Tak czuję się doskonale - mówię. Jo bierze swoją bluzę i wychodzi, śmiejąc się pod nosem. Patrzę, na Peetę, on również się śmieję. Podchodzę do niego i siadam, zaczynam się śmieć razem z nim. Zachciewa mi się spać, więc kładę się, Peeta robi to samo. Przytulam się i zasypiam w jego bezpiecznych ramionach.
___________________________________________
No, a oto 6 rozdział !!! Jeżeli, ci się nie spodobał zostaw komentarz, chyba że ci się spodobał to wtedy też, zostaw komentarz. To na prawdę motywuję :D
- Jak się czujesz? - Pytam
- Dobrze, trochę boli ale przeżyje. - mówi i pokazuje swój piękny uśmiech.
- Ej Finnick, a jak ty właściwie... no wiesz - pyta Peeta jąkając się trochę.
- Jak przeżyłem? - mówi Odair - Ciężko było, ale udało mi się. Trzymałem się tylko jednej myśli, chciałem przetrwać dla Annie i dla naszego dziecka. Gdy zmiechy mnie rozszarpywały jednego zdążyłem zabić, więc miałem dwóch do pokonania. Inne zmiechy nie nadbiegały co było dziwne, ale nie miałem czasu do namysłu. Gdy usłyszałem, że ktoś mówi ,,łykołak'', żeby rozwalić holo, jeden zmiech zaczął się zmieniać raz był potworem, raz człowiekiem i tak parę razy, Wiedziałem, że holo zniszczy wszystko w promieniu 5 metrów, więc zacząłem usiekać tak szybko jak się tylko dało. Zanim wybuchło zdążyłem daleko uciec więc nic mi się nie stało, złamałem tylko rękę. Kamienie zasypały mi drogę, więc nie miałem jak wrócić na powierzchnie. Trzeciego zmiecha zabiły głazy, więc na razie nie miałem,żadnych wrogów. Nagle poczułem, że boli mnie policzek i to mocno, domyśliłem się, że zrobił to ten zmiech który chciał mi przegryźć gardło i którego zabiłem. Pobiegłem w kierunku naszego wejścia do kanału. Gdy byłem już na miejscu, nie miałem na nic siły, ale przechodziła tamtędy pielęgniarka i zobaczyła mnie na drabinie, przez którą chciałem wejść na górę. Pomogła mi, a potem zabrała do szpitala. Leżałem tu kilka miesięcy, na silnych lekach. Leczyli mnie z choroby, którą złapałem gdy zmiech przeciął mi policzek. A gdy już byłem nawet zdrowy opowiedzieli mi o wszystkim o Snowie, o Coin, o wszystkim co się stało. A potem poprosiłem, żeby zadzwonili do Annie i powiedzieli, że żyję. I to chyba koniec. - Wszyscy słuchaliśmy tej opowieści, w skupieniu i ciszy nikt nie przerywał, nawet Johanna. Annie rozpłakała się gdy Finnick wspomniał o niej. Idealną ciszę przerywa pielęgniarka, która wchodzi podać lekarstwa Finnick'owi. Prosi nas,żebyśmy wyszli, zostaje tylko Annie, która mówi, że nie zostawi go i, że kobiet w ciąży nie powinno się denerwować. Ja, Peeta i Johanna idziemy do kawiarni coś zjeść. Gdy jesteśmy już najedzeni idziemy z powrotem do Finnick'a. Wchodzimy do pokoju numer 38. Finnick leży na łóżku, jest bardzo szczęśliwy. Annie nie mam w pokoju.
- Gdzie jest Annie? - pytam się
- Poszła rodzić - mówi podniecony Odair - będę tatą!!
- Gratulacje - mówi Peeta
- Będę najlepszą ciocią na świecie - mówi Jo- nauczę twojego dziecka posługiwać się siekierą, toporem, nożami. Zrobię z niego moją kopię. To będzie piękne dziecko.
- Tak powodzenia Ci życzę, że się Annie na to zgodzi. - mówi Finnick
- Będzie musiała. - Mówi Jo, a my wszyscy wybuchamy śmiechem.
Rozmawiamy jeszcze tak z godzinę, przerywa nam pielęgniarka, która wyjeżdża z nowym łóżkiem. Leży na nim Annie z synkiem. Finnick bardzo się cieszy i wrzeszczy chyba na cały szpital, że jest ojcem, ale pielęgniarka stanowczo go ucisza. Annie się śmieje. Oboje są bardzo szczęśliwi.
- Choć zostawmy ich samych. - Mówię do Peety. Biorę go za rękę i wychodzimy. Idziemy do hotelu. Gdy jesteśmy na miejscu jest godzina dwadzieścia osiem po dziewiętnastej. Idziemy zjeść kolacje. W połowie, Johanna przychodzi do nas i jemy we trójkę. Jo cały czas o czymś opowiada. A my słuchamy jej, bo gdy chcemy się wtrącić ona nas stanowczo ucisza. Wiec cały wieczór słuchamy jej opowieści o tym, czego ona by ludzi nie nauczyła. Gdy w końcu skończyła swoje opowieści i poszła na swoje piętro, ja i Peeta idziemy pooglądać telewizje. Dowiaduje się, że jutro są wybory. Czas, tak szybko mija.
- Katniss?
- Tak ?
- Mówiłem ci już dzisiaj jaka ty jesteś piękna?
- Hmm, chyba nie.
- Serio? A więc panno Everdeen jest pani olśniewająco piękna.
- A pan panie Mellark jest niesamowicie przystojny. - Wybuchamy śmiechem, a potem Peeta nachyla się do mnie i całuję prosto w usta. Gdy odrywa się od moich ust, zaczyna mnie całować bo rękach, po szyi, a potem znowu w usta. Pragnę go. Pragnę go całego. Peeta wkłada ręce pod moją koszulkę i już ma ją ściągnąć, gdy rozlega się pukanie do drzwi. Odsuwamy się od siebie, jak poparzeni. Otwieram drzwi a w nich stoi Johanna, mam ochotę ją zatłuc. Jo wchodzi do nas do pokoju i mówi, że zapomniała swojej bluzy. Mówię, jej ledwo nad sobą panując, żeby wzięła swoją bluzę i już nie wracała. Jo patrzy na mnie jak na wariatkę.
- Dobrze się czujesz ciemna maso?
- Tak czuję się doskonale - mówię. Jo bierze swoją bluzę i wychodzi, śmiejąc się pod nosem. Patrzę, na Peetę, on również się śmieję. Podchodzę do niego i siadam, zaczynam się śmieć razem z nim. Zachciewa mi się spać, więc kładę się, Peeta robi to samo. Przytulam się i zasypiam w jego bezpiecznych ramionach.
___________________________________________
No, a oto 6 rozdział !!! Jeżeli, ci się nie spodobał zostaw komentarz, chyba że ci się spodobał to wtedy też, zostaw komentarz. To na prawdę motywuję :D
czwartek, 20 sierpnia 2015
Rozdział 5 ,, On żyję''
Annie wbiega do naszego domu, nie czekając na zaproszenie. Biega bardzo szybko chociarz jest w dziewiątym miesiącu ciąży. Staje na środku salonu i krzyczy:
- On żyje! Finnick żyje !!! On żyje!- skończyła krzyczeć i się rozpłakała, wiem że Annie ma trochę, nierówno w głowie, więc nie do końca jestem pewna co o tym myśleć. Patrze na Peete, jest zamyślony, a ja podchodzę do Annie pocieszyć ją. Po chwili odzywa się Peeta:
- A skąd wiesz, że on żyje?
- Bo do mnie zadzwonili, z Kapitolu i powiedzieli, że Finnick żyje.
- A skąd wiesz, że to co powiedzieli to prawda?
- Bo byłam tam i go widziałam. Jest teraz w szpitalu. Nie wiedziałam komu o tym powiedzieć, ale pomyślałam, że ty Katniss powinnaś o tym wiedzieć. Byłaś jego jedyną prawdziwą przyjaciółką, gdy...gdy ja byłam w Kapitolu. - Kończy kładzie dłonie na uszach jakby chciała się odgrodzić od wszystkiego i zaczyna płakać. Patrze na Peete, a on tylko macha ramionami.
- Musimy tam polecieć i sprawdzić czy to prawda. - Mówię do Peety i kiwam głową na Annie jakbym chciała powiedzieć ,, Musimy tram polecieć i sprawdzić czy Annie sobie niczego nie ubzdurała i czy to naprawdę Finnick'' Peeta Kiwa głową jakby doskonale mnie rozumiał.
- Annie jak tu się dostałaś? - Pytam Annie a ona odrywa ręce od uszu i dopiero po chwili otwiera usta i mówi :
- Poduszkowcem, czeka na mnie na zewnątrz, to znaczy na mnie i na was jeśli chcecie ze mną lecieć.
- Oczywiście, że chcemy.- Annie bardzo się ucieszyła moją odpowiedzią, bo się szeroko uśmiecha, a potem mnie przytula. Pomagam wstać Annie z podłogi i gdy jesteśmy w połowię drogi przypominam sobie o tym, żeby wziąć jakieś ubrania do Kapitolu. Odwracam się i zamierzam iść do domu po jakieś rzeczy, ale widzę, że Peeta niesie jakąś torbę, więc się nie wracam tylko idę prosto do poduszkowca. Siadam obok Annie, a Peeta siada obok mnie.
- Czy w poduszkowcu jest jeszcze ktoś oprócz nas? - Pytam się Annie
- Tak, a co ciemna maso? - Odpowiada mi Johanna, która się nagle pojawiła.
- Co ty tu robisz? - Pytam
- To samo co ty i Peeta. Jadę do Kapitolu zobaczyć czy to prawda, że Finnick żyje.
- Aha. - Mówię, Johanna siada na przeciwko mnie i się na mnie gapi. Denerwuje mnie to, ale nic nie mówię.
...
Jesteśmy już w Kapitolu. Na razie mieszkamy w ośrodku szkoleniowym każdy mieszka na swoim piętrze ja i Peeta na 12. Są dwa pokoje więc każde z nas powinno mieć osobny pokój mamy, jednak wspólny, ponieważ Haymitch również jest w Kapitolu. Nie przeszkadza mi to, bo Peeta i tak siedziałby ze mną w pokoju cały czas. Za godzinę idziemy do szpitala zobaczyć się z Finnick'iem. Razem z Peetą rozpakowujemy nasze rzeczy. Godzina mija bardzo szybko. Wszyscy spotykamy się na parterze i w wesołej atmosferze idziemy do szpitala. Annie jest bardzo podekscytowana i bliska łez, ale raczej tych szczęśliwych. Szpital jest oddalony od ośrodka szkoleniowego jakieś dwadzieścia minut piechotą. Gdy jesteśmy już na miejscu, Annie mówi, że musi iść do recepcji zgłosić nasze odwiedziny. Annie wraca i mówi, że możemy już iść. Prowadzi nas korytarzem do odpowiedniej sali. Gdy jesteśmy pod salą numer 38, Annie zatrzymuje się i otwiera drzwi. Wchodzimy do środka, stoi tam tylko jedno łóżko na którym leży jakiś człowiek. Podchodzę bliżej i rozpoznaję twarz, Leży tam Finnick.
______________________________________________________
Jeżeli, spodobał ci się rozdział, albo nie spodobał. To zostaw po sobię komentarz.
- On żyje! Finnick żyje !!! On żyje!- skończyła krzyczeć i się rozpłakała, wiem że Annie ma trochę, nierówno w głowie, więc nie do końca jestem pewna co o tym myśleć. Patrze na Peete, jest zamyślony, a ja podchodzę do Annie pocieszyć ją. Po chwili odzywa się Peeta:
- A skąd wiesz, że on żyje?
- Bo do mnie zadzwonili, z Kapitolu i powiedzieli, że Finnick żyje.
- A skąd wiesz, że to co powiedzieli to prawda?
- Bo byłam tam i go widziałam. Jest teraz w szpitalu. Nie wiedziałam komu o tym powiedzieć, ale pomyślałam, że ty Katniss powinnaś o tym wiedzieć. Byłaś jego jedyną prawdziwą przyjaciółką, gdy...gdy ja byłam w Kapitolu. - Kończy kładzie dłonie na uszach jakby chciała się odgrodzić od wszystkiego i zaczyna płakać. Patrze na Peete, a on tylko macha ramionami.
- Musimy tam polecieć i sprawdzić czy to prawda. - Mówię do Peety i kiwam głową na Annie jakbym chciała powiedzieć ,, Musimy tram polecieć i sprawdzić czy Annie sobie niczego nie ubzdurała i czy to naprawdę Finnick'' Peeta Kiwa głową jakby doskonale mnie rozumiał.
- Annie jak tu się dostałaś? - Pytam Annie a ona odrywa ręce od uszu i dopiero po chwili otwiera usta i mówi :
- Poduszkowcem, czeka na mnie na zewnątrz, to znaczy na mnie i na was jeśli chcecie ze mną lecieć.
- Oczywiście, że chcemy.- Annie bardzo się ucieszyła moją odpowiedzią, bo się szeroko uśmiecha, a potem mnie przytula. Pomagam wstać Annie z podłogi i gdy jesteśmy w połowię drogi przypominam sobie o tym, żeby wziąć jakieś ubrania do Kapitolu. Odwracam się i zamierzam iść do domu po jakieś rzeczy, ale widzę, że Peeta niesie jakąś torbę, więc się nie wracam tylko idę prosto do poduszkowca. Siadam obok Annie, a Peeta siada obok mnie.
- Czy w poduszkowcu jest jeszcze ktoś oprócz nas? - Pytam się Annie
- Tak, a co ciemna maso? - Odpowiada mi Johanna, która się nagle pojawiła.
- Co ty tu robisz? - Pytam
- To samo co ty i Peeta. Jadę do Kapitolu zobaczyć czy to prawda, że Finnick żyje.
- Aha. - Mówię, Johanna siada na przeciwko mnie i się na mnie gapi. Denerwuje mnie to, ale nic nie mówię.
...
Jesteśmy już w Kapitolu. Na razie mieszkamy w ośrodku szkoleniowym każdy mieszka na swoim piętrze ja i Peeta na 12. Są dwa pokoje więc każde z nas powinno mieć osobny pokój mamy, jednak wspólny, ponieważ Haymitch również jest w Kapitolu. Nie przeszkadza mi to, bo Peeta i tak siedziałby ze mną w pokoju cały czas. Za godzinę idziemy do szpitala zobaczyć się z Finnick'iem. Razem z Peetą rozpakowujemy nasze rzeczy. Godzina mija bardzo szybko. Wszyscy spotykamy się na parterze i w wesołej atmosferze idziemy do szpitala. Annie jest bardzo podekscytowana i bliska łez, ale raczej tych szczęśliwych. Szpital jest oddalony od ośrodka szkoleniowego jakieś dwadzieścia minut piechotą. Gdy jesteśmy już na miejscu, Annie mówi, że musi iść do recepcji zgłosić nasze odwiedziny. Annie wraca i mówi, że możemy już iść. Prowadzi nas korytarzem do odpowiedniej sali. Gdy jesteśmy pod salą numer 38, Annie zatrzymuje się i otwiera drzwi. Wchodzimy do środka, stoi tam tylko jedno łóżko na którym leży jakiś człowiek. Podchodzę bliżej i rozpoznaję twarz, Leży tam Finnick.
______________________________________________________
Jeżeli, spodobał ci się rozdział, albo nie spodobał. To zostaw po sobię komentarz.
sobota, 15 sierpnia 2015
Rozdział 4 ,,Kocham Cię''
Siedzę, na łące. Obok mnie siedzi Peeta i jakaś dziewczynka. Ma jakieś pięć lat. Podchodzi do Peety i mówi do niego ,,tata''. Bardzo mnie to dziwi. Ale jeszcze bardziej dziwniejsze jest to, że dziewczynka podchodzi do mnie i mówi mi ,,mama''. Chociaż wydaje się to dziwne bardzo się z tego ciesze. Peeta bierze mnie za jedną rękę, a za drugą naszą córkę i idziemy do domu.
Budzę się, i widzę wlepione we mnie błękitne oczy, należące do Peety. Pytam się go:
- Czemu nie śpisz ?
- Nie mogłem zasnąć.
- Mogłeś mnie obudzić.
- Nie chciałem, lubię patrzeć jak śpisz. śniło ci się coś?
- Tak, skąd wiesz?
- Bo się uśmiechałaś przez sen.
Uśmiecham się na wspomnienie mojego snu, bardzo mi się podobał, ale nadal nie chce mieć dzieci, nie nadaje się do tego. Peeta to co innego on ojcostwo ma we krwi, jest stworzony do roli ojca.
- Pójdę zrobić ci śniadanie.
Kiwam głową, a potem mówię że zaraz przyjdę. Peeta wychodzi, a ja wstaje i się ubieram.
Schodzę do kuchni. Śniadanie czeka już na stole, biorę się za jedzenie. Jest pyszne. Peeta siada na przeciwko mnie a ja zadaje mu pytanie które męczy mnie od początku.
- Czemu się tak o mnie troszczysz,? Pozwalasz mieszkać w swoim domu ? Gotujesz? Czemu to robisz ?- Peeta patrzy na mnie jakby nie do końca wierzył, że jej wypowiedziałam. Nagle się rumieni, i mówi
- Bo cię kocham. - Wypowiedział to tak cicho jakby się bał mojej reakcji
- Możesz powtórzyć?
- Kocham Cię Katniss, dlatego to robię bo cie kocham i zawsze kochałem Zadowolona? - Pyta trochę zły, trochę zawstydzony. Odchodzi od stołu kierując się do sypialni. Kończę śniadanie, następnie sprzątam po sobie i idę do niego, bo nie wiem co innego mam zrobić.
Gdy wchodzę do sypialni on leży na łóżku, odwraca się gdy słyszy otwieranie drzwi. Widzi że to ja i znów zaczyna patrzeć się w sufit. Na początku się waham, ale w końcu robię kilka kroków w stronę łóżka, a potem kładę się obok niego i przytulam do jego torsu. Zebrałam się na odwagę i mówię:
- Ja Ciebie też kocham,
- Mówisz tylko tak, bo nie wiesz co innego zrobić.
- Nieprawda, Ja cię naprawdę kocham Peeta. Nie na niby, nie dla potrzeb tłumów, tylko dla nas.
- Serio? - Peeta odwraca głowę w moją stronę i patrzy na mnie tymi swoimi oczami. W jego oczach mogłabym się zgubić.
- Serio. - Chyba mi jeszcze nie wierzy więc robię to co mi pierwsze przychodzi do głowy, pochylam głowę i całuję go. Jest trochę zaskoczony i zmieszany, ale odwzajemnia pocałunek. Gdy się od niego odsuwam, robi trochę smutną minę ale zaraz po tym weseleje. Ja przytulam się do niego, on mnie obejmuje i tak leżymy przez bardzo długi czas. Przerywa nam dzwonek do drzwi.
- Kogo to sprowadza do nas o tej porze?
- Nie wiem, pójdę sprawdzić, a ty leż.- Mówi Peeta a ja protestuje, nie chce żeby się ruszał ode mnie chociaż o milimetr - Zaraz wrócę, sprawdzę tylko kto to.
Peeta wstaje, na pożegnanie całuję mnie w czoło i wychodzi z sypialni, a ja czekam na niego. Przychodzi i kładzie się tam gdzie wcześniej, o bok mnie. Przytulam się do niego i pytam:
- Kto to był?
- Listonosz, Przyniósł nam ulotki z programami wyborczymi naszych kandydatów na prezydenta.
- Aha. I właśnie to było takie ważne, że aż musieliśmy przerywać naszą cisze?
- Heh chyba tak, ale jak zobaczysz zdjęcie Haymitcha to padniesz ze śmiechu, więc chyba warto.
- Tak chyba warto, gdzie masz te ulotki?
- Zostawiłem je na dole, potem je zobaczysz.
Wybory są w niedziele, a dziś jest środa co znaczy ż mamy jeszcze cztery dni na zdecydowanie się na kogo głosujemy. Chce wstać, ale Peeta nie pozwala mi na to.
- Gdzie idziesz?
- Do kuchni zrobić kolacje.
- Idę z tobą, nie chce mieć znów spalonej patelni.- Mówi i śmieje się.
- Ha ha bardzo śmieszne. - Mówię z sarkazmem w głosie, a potem wstaje i kieruje się do drzwi. Schodzę na dół i zabieram się za robienie kanapek, bo chyba to jest tylko bezpieczne, niczego nie spale ani nic. Nagle Peeta staje za mną i zasłania mi ręką oczy, a ja kaleczę sobie palca.
- Au
- Przepraszam cię, nie chciałem.
- Przynajmniej nauczyłeś się skradać.- Zauważam ze śmiechem na ustach
- Tak w końcu się na uczyłem, zaraz ci przyniosę apteczkę.- Mówi i biegnie do szafki i przynosi mi apteczkę. Przemywa mi dłoń wodą utlenioną a potem bandażuje palca, co jest nie potrzebne bo skaleczenie jest małe i wystarczy plaster, ale nic nie mówię, bo on tak bardzo się stara.
- To może ja zrobię te kanapki?
- Tak to chyba dobry pomysł.
Idę do salonu i siadam na kanapie. Peeta przychodzi po paru minutach i stawia talerz z kanapkami na stole przede mną. Gdy kończę jeść, jestem pod wrażeniem, że tyle zjadłam, Peeta sprząta, a gdy kończy siada obok mnie, ja wtulam się w niego, Włączamy jakiś film i oglądamy w ciszy. Przerywa nam czyjeś pukanie.
- Ciekawe kogo to nie się o tej porze.- Mówię z irytacją. Wstaje i kieruje się do drzwi, Peeta robi to samo. Otwieram drzwi, a w nich stoi Annie Cresta.
Budzę się, i widzę wlepione we mnie błękitne oczy, należące do Peety. Pytam się go:
- Czemu nie śpisz ?
- Nie mogłem zasnąć.
- Mogłeś mnie obudzić.
- Nie chciałem, lubię patrzeć jak śpisz. śniło ci się coś?
- Tak, skąd wiesz?
- Bo się uśmiechałaś przez sen.
Uśmiecham się na wspomnienie mojego snu, bardzo mi się podobał, ale nadal nie chce mieć dzieci, nie nadaje się do tego. Peeta to co innego on ojcostwo ma we krwi, jest stworzony do roli ojca.
- Pójdę zrobić ci śniadanie.
Kiwam głową, a potem mówię że zaraz przyjdę. Peeta wychodzi, a ja wstaje i się ubieram.
Schodzę do kuchni. Śniadanie czeka już na stole, biorę się za jedzenie. Jest pyszne. Peeta siada na przeciwko mnie a ja zadaje mu pytanie które męczy mnie od początku.
- Czemu się tak o mnie troszczysz,? Pozwalasz mieszkać w swoim domu ? Gotujesz? Czemu to robisz ?- Peeta patrzy na mnie jakby nie do końca wierzył, że jej wypowiedziałam. Nagle się rumieni, i mówi
- Bo cię kocham. - Wypowiedział to tak cicho jakby się bał mojej reakcji
- Możesz powtórzyć?
- Kocham Cię Katniss, dlatego to robię bo cie kocham i zawsze kochałem Zadowolona? - Pyta trochę zły, trochę zawstydzony. Odchodzi od stołu kierując się do sypialni. Kończę śniadanie, następnie sprzątam po sobie i idę do niego, bo nie wiem co innego mam zrobić.
Gdy wchodzę do sypialni on leży na łóżku, odwraca się gdy słyszy otwieranie drzwi. Widzi że to ja i znów zaczyna patrzeć się w sufit. Na początku się waham, ale w końcu robię kilka kroków w stronę łóżka, a potem kładę się obok niego i przytulam do jego torsu. Zebrałam się na odwagę i mówię:
- Ja Ciebie też kocham,
- Mówisz tylko tak, bo nie wiesz co innego zrobić.
- Nieprawda, Ja cię naprawdę kocham Peeta. Nie na niby, nie dla potrzeb tłumów, tylko dla nas.
- Serio? - Peeta odwraca głowę w moją stronę i patrzy na mnie tymi swoimi oczami. W jego oczach mogłabym się zgubić.
- Serio. - Chyba mi jeszcze nie wierzy więc robię to co mi pierwsze przychodzi do głowy, pochylam głowę i całuję go. Jest trochę zaskoczony i zmieszany, ale odwzajemnia pocałunek. Gdy się od niego odsuwam, robi trochę smutną minę ale zaraz po tym weseleje. Ja przytulam się do niego, on mnie obejmuje i tak leżymy przez bardzo długi czas. Przerywa nam dzwonek do drzwi.
- Kogo to sprowadza do nas o tej porze?
- Nie wiem, pójdę sprawdzić, a ty leż.- Mówi Peeta a ja protestuje, nie chce żeby się ruszał ode mnie chociaż o milimetr - Zaraz wrócę, sprawdzę tylko kto to.
Peeta wstaje, na pożegnanie całuję mnie w czoło i wychodzi z sypialni, a ja czekam na niego. Przychodzi i kładzie się tam gdzie wcześniej, o bok mnie. Przytulam się do niego i pytam:
- Kto to był?
- Listonosz, Przyniósł nam ulotki z programami wyborczymi naszych kandydatów na prezydenta.
- Aha. I właśnie to było takie ważne, że aż musieliśmy przerywać naszą cisze?
- Heh chyba tak, ale jak zobaczysz zdjęcie Haymitcha to padniesz ze śmiechu, więc chyba warto.
- Tak chyba warto, gdzie masz te ulotki?
- Zostawiłem je na dole, potem je zobaczysz.
Wybory są w niedziele, a dziś jest środa co znaczy ż mamy jeszcze cztery dni na zdecydowanie się na kogo głosujemy. Chce wstać, ale Peeta nie pozwala mi na to.
- Gdzie idziesz?
- Do kuchni zrobić kolacje.
- Idę z tobą, nie chce mieć znów spalonej patelni.- Mówi i śmieje się.
- Ha ha bardzo śmieszne. - Mówię z sarkazmem w głosie, a potem wstaje i kieruje się do drzwi. Schodzę na dół i zabieram się za robienie kanapek, bo chyba to jest tylko bezpieczne, niczego nie spale ani nic. Nagle Peeta staje za mną i zasłania mi ręką oczy, a ja kaleczę sobie palca.
- Au
- Przepraszam cię, nie chciałem.
- Przynajmniej nauczyłeś się skradać.- Zauważam ze śmiechem na ustach
- Tak w końcu się na uczyłem, zaraz ci przyniosę apteczkę.- Mówi i biegnie do szafki i przynosi mi apteczkę. Przemywa mi dłoń wodą utlenioną a potem bandażuje palca, co jest nie potrzebne bo skaleczenie jest małe i wystarczy plaster, ale nic nie mówię, bo on tak bardzo się stara.
- To może ja zrobię te kanapki?
- Tak to chyba dobry pomysł.
Idę do salonu i siadam na kanapie. Peeta przychodzi po paru minutach i stawia talerz z kanapkami na stole przede mną. Gdy kończę jeść, jestem pod wrażeniem, że tyle zjadłam, Peeta sprząta, a gdy kończy siada obok mnie, ja wtulam się w niego, Włączamy jakiś film i oglądamy w ciszy. Przerywa nam czyjeś pukanie.
- Ciekawe kogo to nie się o tej porze.- Mówię z irytacją. Wstaje i kieruje się do drzwi, Peeta robi to samo. Otwieram drzwi, a w nich stoi Annie Cresta.
niedziela, 9 sierpnia 2015
Rozdział 3 ,,Prezydent''
Budzę się. Otwieram oczy i widzę, że nie jestem w swojej sypialni, tylko w sypialni Peety. Po chwili przypominam sobie zdarzenia ostatnich dni i już wiem jak tu trafiłam. Widzę, że Peety już nie ma. Zaczynam czuć świeże pieczywo i jajecznicę. Ubieram szlafrok i idę do kuchni, widzę, że Peeta stoi przy kuchence i smaży jajecznicę. Siadam przy stole, tak cicho, że Peeta nawet nie zauważył, że przyszłam. Siedzę jakieś pięć minut i dopiero wtedy Peeta się odwraca i mnie widzi.
- Cześć Katniss, czemu się tak skradasz? Przeciesz teraz to twój dom.- Mówi i nakłada mi jajecznicę - Masz to wszystko zjeść.
Tej jajecznicy jest jak dla stada słoni, ale biorę się za jedzenie, przeciesz on się tak bardzo starał
- Zjem, jeżeli mi pomożesz. - Odpowiadam z uśmiechem.
Peeta kreci głową, ale siada obok mnie, wyrywa mi widelec z dłoni i zaczyna mnie karmić. Po paru minutach zauważam, ze talerz jest pusty, Nie wiem jak ja to zrobiłam i kiedy ale jestem z siebie zadowolona.
- Gdy spałaś poszedłem do twojego domu po parę ubrań, Są na górze w sypialni, Idź się przebierz, a ja tu posprzątam.- Kiwam głową, że rozumiem, a potem wstaję i Idę na górę się przebrać, zgodnie z zaleceniem Peety.
Gdy otwieram drzwi garderoby, moim oczom ukazuje się kilka ogromnych walizek. Otwieram każdą z nich i stwierdzam że dwie to moje wszystkie ubrania jakie kiedykolwiek posiadałam i były na mnie jeszcze dobre, a pozostałe dwie to, również ubrania damskie, ale nigdy ich na oczy nie widziałam, kilka z nich jest jeszcze z metką. Nie wiem dla kogo są te ubrania i na razie nie chce wiedzieć. Wybieram ze swojej walizki czarne, obcisłe spodnie i luźną koszulkę. Ubieram się i do salonu. Peeta siedzi na kanapie i ogląda telewizje.
- Co oglądasz?- Pytam, a on podskoczył z zaskoczenia.
- Przestraszyłaś mnie. Wiadomości, patrz kto zgłosił się na nowego prezydenta Panem.
Po śmierci Snowa prezydentem została Paylor, ale miała nim być tylko tymczasowo.
Siadam obok Peety na kanapie i patrzę w ekran telewizora. Zaczynają wyświetlać zdjęcia kandydatów, było ich trzech: Plutarch Heavensbee, Haymith Abernathy i Gale Hawthorne. Jestem przerażona myślą, że może wygrać Haymith już to sobie wyobrażam, Alkohol w każdym sklepie, jeżeli jakiś mieszkaniec nie będzie miał alkoholu w domu, czeka go więzienie albo śmierć. Pijany prezydent, Haymith i prezydent to do siebie wcale nie pasuje, Ale jeszcze bardziej przeraża mnie to, że zgłosił się Gale. Po co on to zrobił? Przeciesz on nie nawiedził Kapitolu i w ogóle wszystkiego. I teraz tak nagle chce być prezydentem? Po co, chce mnie jako prezydent zmusić do ślubu z nim? Chce zabić Peete? Skazać na więzienie wszystkich, którzy mu coś odebrali? Nie wiem po co się zgłosił, ale wiem, że jeżeli on zostanie prezydentem moje życie i życie moich bliskich będzie w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Gale już nie jest tym chłopcem z którym polowałam w lesie, który był kiedyś we mnie zakochany. Nie, Gale jest teraz maszyną do zabijania. Nie dziwię się, że wybrał dwójkę jako miejsce swojego zamieszkania. Tylko po co zgłosił się na prezydenta, tego nie wiem i chyba nie chce wiedzieć. Z rozmyśleń o Gale'u wyrywa mnie Peeta
- O czym tak myślisz?
- O niczym ważnym. Puścisz coś innego?- Palcem wskazuję na telewizor. Peeta kiwa głową i przełącza na komedię romantyczną. Szczerze ten film mnie nudzi, a ponieważ jest już trzecia postanawiam zrobić obiad, Idę do kuchni, wyciągam potrzebne składniki i robię naleśniki, bo tylko to mi wychodzi dobrze. Słyszę, że Peeta stoi za mną.
- Co ty właściwie robisz?
- Naleśniki, A co ?
- Bo strasznie śmierdzi spalenizną w domu.
Faktycznie nie zauważyłam, że zaczyna mi się przypalać, gdy podbiegam do patelni naleśnik jest cały czarny. Biorę szybko patelnie pod wodę i wybucha dym z patelni.Rzucam ją do zlewu i się odsuwam. Peeta łapie mnie za ramiona i odciąga. Sam podchodzi do zlewu wyciąga patelnie i kładzie ją na blacie.
- No to chyba nici z tych naleśników- mówi z wielkim uśmiechem na ustach
- Chyba tak- również się uśmiecham- Przepraszam
- Nie masz za co. Mi kiedyś też tak patelnia wybuchła. To może ja zrobię ten obiad, dobrze ?
- Tak myślę, że tak będzie lepiej- mowie i idę do salonu, żeby już niczego nie popsuć.
- Gotowe- Oznajmia Peeta po jakiś trzydziestu minutach.
- Co tak ładnie pachnie ?
- Gofry z cukrem. Nie spalone.
- Ha ha bardzo śmieszne- Patrzymy sobie w oczy i wybuchamy śmiechem.
- Siadaj i jedz. Mam nadzieję, że smakuję.
Siadam biorę gofry do ręki i zaczynam jeść, Są pyszne. Zjadam całą swoją porcję i patrze na porcję gofrów Peety, tak jak kiedyś patrzyłam na porcje Gale'a. Peeta od razu zauważa mój smutny wzrok i dorzuca mi jeszcze dwa gofry.
- Dzięki, ale nie musiałeś tego robić.
- To sama przyjemność, a po za tym i tak już bym ich nie zjadł.
- To sama przyjemność, a po za tym i tak już bym ich nie zjadł.
Kończę swoje gofry i proponuje, że posprzątam. Peeta patrzy na mnie dziwnie ale w końcu kiwa głową. Biorę naczynia i idę pozmywać. Potem idę pod prysznic. Gdy wracam do salonu, Peeta siedzi przed telewizorem. Zauważa mnie i mówi:
- Dzisiaj, też będziesz wrzeszczeć i mnie budzić, czy mam już od razu się z tobą położyć?
Wybucham śmiechem i mówię że lepiej od razu. Idę do sypialni, Peeta przychodzi parę minut po mnie kładzie się na łóżku i patrzy na mnie jak na jakiś skarb. Idę do łóżka, przytulam się do Peety i zasypiam, w końcu bezpieczna.
- Dzisiaj, też będziesz wrzeszczeć i mnie budzić, czy mam już od razu się z tobą położyć?
Wybucham śmiechem i mówię że lepiej od razu. Idę do sypialni, Peeta przychodzi parę minut po mnie kładzie się na łóżku i patrzy na mnie jak na jakiś skarb. Idę do łóżka, przytulam się do Peety i zasypiam, w końcu bezpieczna.
środa, 5 sierpnia 2015
Rozdział 2 ,,Szpital''
Peeta. Zauważył, że się obudziłam.Jego oczy wpatrują się we mnie, zmieniają swój wyraz, raz jest w nich troska, innym razem gniew, a jeszcze innym coś podobnego do miłości, ale nie jestem tego pewna. Moje oczy przyzwyczaiły się już do jasności, więc wiem, że jestem w szpitalu, a raczej u pana Brower'a, który uważa się za lekarza, tu w dwunastce i ma bardzo jasny dom, który przypomina szpital. Mieszka w tej bogatszej części i jest bardziej znany od mojej mamy, ale to ona była zawsze najlepsza. Ma duży dom, który został już odbudowany. W kilku pokojach ma pokoje ,,szpitalne'' i tram trzyma swoich ,,pacjentów''. Tylko co ja tu robię ? Z skąd się tu wzięłam ? Jedyne co pamiętam to to, że przecięłam sobie żyły, upadłam na podłogę, a potem widziałam Prim, tatę i innych a potem te piękne błękitne oczy wpatrujące się we mnie. Czuję, że coś ściska mi rękę, to on, Peeta trzyma moją zimną chudą rękę, swoją duża i ciepłą jak bochenek chleba, który nie dawno wyszedł z pieca. Peeta patrzy na mnie i po chwili się odzywa:
- Co ty sobie właściwie kobieto myślałaś!? - Prawie krzyczy
- Ja. Sama nie wiem. Myślałam o Prim. - Odpowiadam, a raczej szepczę
- A o mnie nie myślałaś?- Patrzy na mnie z bólem- Oczywiście, że nie.
- Przepraszam Cię. Nie mam dla kogo żyć. Nikt mnie nie potrzebuje.
- A ja? Ja cię potrzebuję.- Doskonale znam te słowa, ponieważ sama kiedyś je powiedziałam. Wtedy na plaży podczas ćwierćwiecza poskromienia. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że Prim umrze i że wybuchnie wojna, a ja będę jej twarzą. I właśnie w tej chwili wchodzi Pan Brower.
- Witaj Katniss, jak się czujesz?- Pyta z dziwnym udawanym uśmiechem.
- A jak powinnam się czuć?
- Sam nie wiem. W każdym razie miała pani dużo szczęścia, że Pan Mellark, Panią usłyszał i przyprowadził do mnie. Ze szpitala wyjdzie pani wieczorem. Czy może Pan do mojego gabinetu?
Peeta kiwa głową i wychodzi. A ja zostaję znowu sama. Zdążyłam się już do tego przyzwyczaić.
Po chwili zasypiam. Budzę się wieczorem Peeta siedzi na stołku obok mojego łóżka. Widzi, że się obudziłam i pyta się mnie:
- Gotowa?
- Chyba tak.
- Spakowałem, cię jak spałaś, zaraz pójdę po wypis.
Kiwam głową, Peeta wstaje i wychodzi. Ja w tym czasie ubieram się w ubrania, które miałam na sobie wcześniej. Gdy jestem już ubrana, wchodzi Peeta. Bierze moje rzeczy. Nie miałam ich zbyt wiele. Wychodzimy.
- Co się właściwie stało? - Pytam się po paru minutach marszu.
- Siedziałem u siebie w kuchni. Nagle usłyszałem krzyki. To były twoje krzyki. Rzuciłem się do drzwi, Po otworzeniu swoich prawie natychmiast otworzyłem twoje i zobaczyłem ciebie w kałuży krwi. Nie było jej zbyt wiele. Nóż leżał obok ciebie, więc się wszystkiego domyśliłem. Wziąłem cię na ręce i zaniosłem do Pana Brower'a. Byłaś nie przytomna jeden dzień, resztę już wiesz.
Tak wiem, wiem wszystko. To znaczy chyba wszystko. Zbliżamy się do naszych domów, Ja skręcam do swojego, ale Peeta ciągnie mnie za rękę i nie pozwala mi iść dalej.
- Co znowu?
- Pan doktor mówi, że nie możesz mieszkać sama. Poprosił mnie o zaopiekowanie się tobą. Powiedział, że masz mieszkać ze mną, albo ja z tobą. Dom wybierasz ty.
Przewracam oczami, ale wybieram dom Peety. U mnie wszystko kojarzy się z Prim.
- Przynieść ci jakieś rzeczy na zmianę?
- Jeżeli możesz to tak.
Peeta, wychodzi a ja siadam w salonie na kanapie i czekam. Przychodzi po dwudziestu minutach z pełną dużą walizką.
- Mieszkać u mnie będziesz miesiąc. Potem znowu możesz przeprowadzić się do siebie.- Mówi bardzo poważnym tonem- Chyba, że będziesz chciała u mnie zostać - Dodaje figlarsko.
Mimo woli się uśmiecham. Peeta zawsze potrafił mnie pocieszyć.
- Będziesz spała u góry w sypialni. Ja przeniosę się tu na dół.- Mówi a potem wskazuje na kanapę, na której siedzę.
Kiwam głową, że rozumiem.
- Czasami gadam przez sen, ale nie przejmuj się tym.
- Okay. postaram się tym nie przejmować- Mówię i uśmiecham się.
- Łazienka u góry drugie drzwi na lewo. Raczej trafisz.
Idę do łazienki się umyć. Gdy wychodzę z wanny widzę, że nowe ubrania czekają na szafce. Pewnie Peeta je przyniósł, gdy na chwile zasnęłam. Ubieram się i idę do sypialni kładę się na łóżko. Zasypiam po dwóch minutach. Budzą mnie moje własne krzyki. Wrzeszczę okropnie, ale po jakiś paru sekundach zaczynam uspokajać swój oddech. Do pokoju wchodzi Peeta.
- Co się stało ?
- Nic, to tylko zły sen. Nie przejmuj się mną.
- Jak mam się nie przejmować, skoro krzyczałaś przez ostatnie dziesięć minut ?
- Przepraszam, że cię obudzałam - mówię, bo nie przychodzi mi nic innego do głowy.
- Dobra ja już idę. - mówi, a potem obraca się do drzwi, to moja ostatnia szansa.
- Peeta, zostaniesz ze mną? - pytam, a on obraza się i idzie w moim kierunku. W jego oczach widzę, coś na kształt radości i szczęścia. Kładzie się obok mnie, a ja przytulam się do niego. Peeta chwilę się waha, ale w końcu obejmuję mnie.
- Zawsze - mówi, a ja zasypiam wtulona w jego silne i ciepłe ramiona.
- Co ty sobie właściwie kobieto myślałaś!? - Prawie krzyczy
- Ja. Sama nie wiem. Myślałam o Prim. - Odpowiadam, a raczej szepczę
- A o mnie nie myślałaś?- Patrzy na mnie z bólem- Oczywiście, że nie.
- Przepraszam Cię. Nie mam dla kogo żyć. Nikt mnie nie potrzebuje.
- A ja? Ja cię potrzebuję.- Doskonale znam te słowa, ponieważ sama kiedyś je powiedziałam. Wtedy na plaży podczas ćwierćwiecza poskromienia. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że Prim umrze i że wybuchnie wojna, a ja będę jej twarzą. I właśnie w tej chwili wchodzi Pan Brower.
- Witaj Katniss, jak się czujesz?- Pyta z dziwnym udawanym uśmiechem.
- A jak powinnam się czuć?
- Sam nie wiem. W każdym razie miała pani dużo szczęścia, że Pan Mellark, Panią usłyszał i przyprowadził do mnie. Ze szpitala wyjdzie pani wieczorem. Czy może Pan do mojego gabinetu?
Peeta kiwa głową i wychodzi. A ja zostaję znowu sama. Zdążyłam się już do tego przyzwyczaić.
Po chwili zasypiam. Budzę się wieczorem Peeta siedzi na stołku obok mojego łóżka. Widzi, że się obudziłam i pyta się mnie:
- Gotowa?
- Chyba tak.
- Spakowałem, cię jak spałaś, zaraz pójdę po wypis.
Kiwam głową, Peeta wstaje i wychodzi. Ja w tym czasie ubieram się w ubrania, które miałam na sobie wcześniej. Gdy jestem już ubrana, wchodzi Peeta. Bierze moje rzeczy. Nie miałam ich zbyt wiele. Wychodzimy.
- Co się właściwie stało? - Pytam się po paru minutach marszu.
- Siedziałem u siebie w kuchni. Nagle usłyszałem krzyki. To były twoje krzyki. Rzuciłem się do drzwi, Po otworzeniu swoich prawie natychmiast otworzyłem twoje i zobaczyłem ciebie w kałuży krwi. Nie było jej zbyt wiele. Nóż leżał obok ciebie, więc się wszystkiego domyśliłem. Wziąłem cię na ręce i zaniosłem do Pana Brower'a. Byłaś nie przytomna jeden dzień, resztę już wiesz.
Tak wiem, wiem wszystko. To znaczy chyba wszystko. Zbliżamy się do naszych domów, Ja skręcam do swojego, ale Peeta ciągnie mnie za rękę i nie pozwala mi iść dalej.
- Co znowu?
- Pan doktor mówi, że nie możesz mieszkać sama. Poprosił mnie o zaopiekowanie się tobą. Powiedział, że masz mieszkać ze mną, albo ja z tobą. Dom wybierasz ty.
Przewracam oczami, ale wybieram dom Peety. U mnie wszystko kojarzy się z Prim.
- Przynieść ci jakieś rzeczy na zmianę?
- Jeżeli możesz to tak.
Peeta, wychodzi a ja siadam w salonie na kanapie i czekam. Przychodzi po dwudziestu minutach z pełną dużą walizką.
- Mieszkać u mnie będziesz miesiąc. Potem znowu możesz przeprowadzić się do siebie.- Mówi bardzo poważnym tonem- Chyba, że będziesz chciała u mnie zostać - Dodaje figlarsko.
Mimo woli się uśmiecham. Peeta zawsze potrafił mnie pocieszyć.
- Będziesz spała u góry w sypialni. Ja przeniosę się tu na dół.- Mówi a potem wskazuje na kanapę, na której siedzę.
Kiwam głową, że rozumiem.
- Czasami gadam przez sen, ale nie przejmuj się tym.
- Okay. postaram się tym nie przejmować- Mówię i uśmiecham się.
- Łazienka u góry drugie drzwi na lewo. Raczej trafisz.
Idę do łazienki się umyć. Gdy wychodzę z wanny widzę, że nowe ubrania czekają na szafce. Pewnie Peeta je przyniósł, gdy na chwile zasnęłam. Ubieram się i idę do sypialni kładę się na łóżko. Zasypiam po dwóch minutach. Budzą mnie moje własne krzyki. Wrzeszczę okropnie, ale po jakiś paru sekundach zaczynam uspokajać swój oddech. Do pokoju wchodzi Peeta.
- Co się stało ?
- Nic, to tylko zły sen. Nie przejmuj się mną.
- Jak mam się nie przejmować, skoro krzyczałaś przez ostatnie dziesięć minut ?
- Przepraszam, że cię obudzałam - mówię, bo nie przychodzi mi nic innego do głowy.
- Dobra ja już idę. - mówi, a potem obraca się do drzwi, to moja ostatnia szansa.
- Peeta, zostaniesz ze mną? - pytam, a on obraza się i idzie w moim kierunku. W jego oczach widzę, coś na kształt radości i szczęścia. Kładzie się obok mnie, a ja przytulam się do niego. Peeta chwilę się waha, ale w końcu obejmuję mnie.
- Zawsze - mówi, a ja zasypiam wtulona w jego silne i ciepłe ramiona.
wtorek, 4 sierpnia 2015
Rozdział 1 ,, Tunel''
Prim. Widzę ją. Jest na końcu czarnego tunelu, stoi i wygląda jak by na mnie czekała, tylko czemu nie biegnie do mnie i mnie nie przywita? Nie myślę zbyt długo, tylko idę do światła i tram gdzie ona stoi. Idę do niej, a nawet biegnę, ale z każdym krokiem ten tunel jakby się przedłużał, nie przeszkadza mi to jednak. Biegnę i biegnę z czasem zauważam, też innych - mojego tatę, moich zmarłych przez bombardowanie znajomych oraz moją zmarłą drużynę Gwiazd, w której byłam podczas wojny. Nie widzę tylko Finnicka, ale nie przeszkadza mi to, ponieważ znowu zobaczę Prim i tatę, a to jest najważniejsze. Biegnę jeszcze tak przez parę godzin. W pewnym momęcię, zatrzymuję się, a raczej nie ja sie zatrzymuję, tylko ktoś mi każe sie zatrzymać. Chce dalej biegnąć do mojej siostry i do taty, ale nie mogę, Nagle zaczynam się cofać. Biegnę ale nie w tym kierunku co trzeba. Bo paru sekundach jestem na początku tunelu, tam gdzie byłam gdy tu trafiłam. Obraz zaczyna mi się rozmazywać. Nie widze już ani moich znajomych, ani mojego taty. Została tylko Prim. Chyba coś do mnie mówi, po chwili rozszyfrowuję co mówi. Mówi do mnie ,, Katniss, to jeszcze nie twoja pora. Katniss nie idź do mnie, wróć do mamy,do domu, to jeszcze nie twój czas, ale nie bój się bede na Ciebię czekać w odpowiednim momęcie'' Oczy zaczynają mi się szklić, moja własna siostra mnie nie chcę ? Ja ją żywiłam, zgłosiłam sięza nią na dożynkach, kochałąm ją i nadal kocham a ona mnie nie chce. Ale ja nie zamierzam się tak łatwo poddać. Zaczynam biec, a raczej próbuję zacząć, nie mogę coś mnie tu trzyma, tylko nie wiem co. Przeciesz i tak nie mam do kogo wrócić. Moja mama wyjechała i dobrze. Nagle obraz zaczyna rozmazywać sie coraz bardzie i bardziej, w mońcu nie widzę już ani Prim, ani czarnego tunelu. Widzę za to białe kafelki i drewniane okna. A na końcu zauważam piękne blond włosy i niebieskie oczy wpatrujące sie we mnie z troską. Po chwili rozpoznaję twarz, przecież to Peeta.
piątek, 31 lipca 2015
Prolog
Otwieram oczy. Wybudzam się z nocnych koszmarów. Po chwili odzyskuję ostrość widzenia. Jestem w sypialni. Słysze, że Śliska Sae i jej wnuczka są na dole, czuję smażony bekon i jajecznice. Nie chce mi się wstać, ale muszę, Sae tak bardzo się stara żeby mi pomóc a ja nawet nie mam siły, żeby wstać z łóżka. Po paru minutach wstaje, ubieram szlafrok i idę do kuchni. Gdy przekraczam próg, przybiega do mnie wnuczka Śliskie Sae i się do mnie przytula. Za bardzo kojarzy mi się ona z Prim, więc odsuwam się od niej. Nie wydaję się być obrażona. Siadam do stołu, Sae przynosi mi jajecznice z bekonem i każe mi to zjeść, dłubie w moim tależu ale w końcu zjadam całą jajecznice. Śliska Sae i jej wnuczka wychodzą a ja zostaje sama, zdążyłam już się do tego przyzwyczaić. Idę do salonu, włączam telewizor i oglądam przypadkowy film. W filmie jest mała blond włosa dziewczynka, bardzo przypomina mi moją Prim. Mimo woli zaczynam płakać. Chciałabym ją znów zobaczyć. Wracam do kuchni, biorę największy nóż jaki posiadam i przecinam nadgarstek. Krew zaczyna kapać na podłogę. Upadam.
środa, 29 lipca 2015
Informacja
Witam was, mam na imię Klaudia i jak widać założyłąm bloga o Peetniss, ponieważ ich kocham i nie jestem do końca zadowolona ( Bo się szybko zakończyło a ja chce więcej!) Więc postanowiłam, że założe bloga. Co prawda jest ich z kilkadziesiąt na internecie ale w każdym z nich coś mi nie pasowało, a tu będzie tak jak ja chce. Więc ponieważ to mój blog a ja kocham Finnicka, postanowiłąm że on przeżyje ( wiem, że w książce umarł ale u mnie przeżyje - jak
? jakoś w 5-6 rozdziale o tym będzie) Jeżeli wam nie pasóje nie musicie czytać, ale mimo wszystko mam nadzieję, że będą się wam podoały moje rozdziały :). Ogólnie będe pisać troche w swoim stylu a troche w stylu Pani Collins :) Mam nadzieję że się polubimy :P
? jakoś w 5-6 rozdziale o tym będzie) Jeżeli wam nie pasóje nie musicie czytać, ale mimo wszystko mam nadzieję, że będą się wam podoały moje rozdziały :). Ogólnie będe pisać troche w swoim stylu a troche w stylu Pani Collins :) Mam nadzieję że się polubimy :P
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)